Próbówka Daszy, czyli dżuma w Irkucku

3 października 2026. O tej śmierci nie rozpowiadano. Władze obwodu irkuckiego nie wydały oficjalnego komunikatu na ten temat. Gubernator Igor Kobziew półgębkiem wspomniał jedynie, że władze regionu zebrały się na nadzwyczajną naradę obwodowej komisji sanitarno-epidemiologicznej „z powodu podejrzenia, że jeden mieszkaniec obwodu zachorował na groźną infekcję”. Jaką? Nie powiedział. Jak zwykle zaśpiewano znaną pieśń: „Nic się nie stało, mieszkańcy, nic się nie stało”. Ale jednak coś się stało w obwodzie irkuckim. Bez powodu naczelna lekarz sanitarna Rosji Anna Popowa nie przyjeżdżałaby z lśniącej Moskwy na dalekie przestwory Syberii. A w trybie pilnym przyjechała, więc ważny powód był.

Laborantka Daria Szypiłowa pracowała w Instytucie Badań nad Dżumą w Irkucku. Pod koniec września wróciła z podróży służbowej po Buriacji i zabrała się do zbierania materiału do badań. 29 września w ciężkim stanie trafiła do szpitala rejonowego w Szelechowie pod Irkuckiem. Lekarze wykonali testy i doszli do przekonania, że to wyjątkowo ciężka postać koronawirusa. Dwa dni później młoda kobieta zmarła. Co było przyczyną zgonu? „Specjaliści analizują sytuację” – zapewnił miejscowy urzędnik. Na wszelki wypadek zamknięto cały oddział szpitala, gdzie zmarła Szypiłowa. Wprowadzono kwarantannę, którą objęto prawie dwieście osób. Mogły one mieć kontakt ze zmarłą i zarazić się. Czym? Niebezpieczną chorobą – brzmi odpowiedź przedstawicieli władz (https://www.irk.ru/news/articles/20261002/pest/).

Już nazajutrz po niepokojącym zgonie w mediach społecznościowych rozeszły się przypuszczenia, że Daria zmarła na dżumę. A konkretnie na jej postać płucną. Skąd się wzięła dżuma w połowie trzeciej dekady XXI wieku? Według jednej z obrazowych wersji wydarzeń, laborantka stłukła próbówkę, w której mogły się znajdować przeznaczone do badań bakterie Yersinia pestis. Pracowała wszak w Instytucie Badań nad Dżumą. O stłuczeniu próbówki nikogo nie poinformowała. Albo jak mówi lekarz epidemiolog Władimir Faworow – zaraziła się przez nieuwagę podczas pracy: „nie wierzę w wersję z próbówką” – powiedział (https://echofm.online/news/epidemiolog-mihail-favorov-smert-laborantki-v-irkutskoj-oblasti-ot-chumy-proizoshla-ne-iz-za-razbitoj-probirki). Druga wersja to podejrzenie, że Szypiłowa zaraziła się podczas wizyty w Buriacji. Buriacja graniczy z Mongolią, na pograniczu od czasu do czasu pojawiają się ogniska dżumy. Uderz w stół – zaraz odezwą się władze Buriacji, które z mety odrzuciły podejrzenia o to, że laborantka zaraziła się dżumą u nich. Głowa Republiki Buriacja Aleksiej Cydienow napisał, że pacjentka zero zmarła na dżumę, ale ona Buriacji nie odwiedzała, więc to nie nasza buriacka dżuma, koniec, kropka.
A czyja ta dżuma? Na razie nie wiadomo. Władze obwodu irkuckiego na wszelki wypadek odwołały wyznaczony na 3 października subotnik (masowy czyn społeczny polegający na gromadnym zamiataniu ulic i parków z liści itd.), aby nie stwarzać możliwości roznoszenia się zarazy. Mieszkańcy Szelechowa z niepokojem popatrują na patrole złożone z osób ubranych w specjalne kombinezony i maski (https://www.youtube.com/watch?v=GyGrP4aDr6s). Dotychczas dżumy nie zdiagnozowano u pacjentów, przebywających na kwarantannie.

Jak to w rosyjskich bajkach bywa – ludność nie wierzy władzom, które ukrywają fakty. I woli rozpoznać sytuację własnym sumptem. Na przykład mieszkańcy słuchają wypowiedzi epidemiologa Giennadija Oniszczenki, który zajmował przez długie lata ważne funkcje. Oniszczenko mówi: możliwość zarażenia się jest skrajnie niska. Aha, powiadają ludziska, Oniszczenko zawsze kłamie jak oddycha, trzeba wyciągnąć zatem wniosek, że zarazić się można i to jak! To postać płucna dzumy, więc od człowieka do człowieka można ją przekazać drogą kropelkową. Na wszelki wypadek ludzie starają się zaopatrzyć w antybiotyki i nie ryzykować zakażenia. W mediach społecznościowych krążą rozchwytywane teorie spiskowe: to wszystko specjalnie zostało wywołane, żeby nas zastraszyć, znowu zrobią nam pandemię, pozamykają wszystko itd. (https://www.youtube.com/watch?v=hK4azmHuAoU).

Na poziomie federalnym w głównych mediach o irkuckim przypadku dżumy jest niewiele wiadomości albo zgoła nic. Zobaczymy, jakie będą kolejne komunikaty o stanie zdrowia hospitalizowanych osób, które miały kontakt ze zmarłą.

Zagubiona autostrada do nieba i prawosławny Księżyc

30 września 2026. Kiedy na światowej szachownicy lądują znów groźby użycia przez Rosję broni jądrowej w odwecie za atak na obwód królewiecki lub jego blokadę, Łotwa i Estonia szykują się na wizytę zielonych ludzików albo inne rosyjskie operacje zaczepne, a Kijów i inne ukraińskie miasta codziennie przeżywają wzmożone rosyjskie naloty na cele cywilne, wtedy na wewnętrznej rosyjskiej scenie rozgrywają się małe dramaty. Albo komedie – jak kto woli.

Pod koniec sierpnia w sferach okołocerkiewnych i okołokremlowskich zapanowało podniecenie związane z wyciągnięciem z sarkofagu truchła Dymitra Dońskiego i przewiezieniem w pobliże linii frontu pociętych fragmentów świętego księcia, by pokrzepił ducha walki w szeregach rosyjskiej armii. Wstawiennictwo patrona miało zapewnić Rosji długo oczekiwane zwycięstwo. Propaganda piłowała temat w codziennych wydaniach programów (dez)informacyjnych.

Opisałam ten fenomen w tekście pod tytułem „Putin w oczekiwaniu na cud” (https://labuszewska.pl/putin-w-oczekiwaniu-na-cud/), bo też zabobonny przywódca w obliczu braku pożądanego zwycięstwa nad Ukrainą poszukuje różnych dróg wyjścia z pata: to nie tylko terror ataków na Ukrainie, dywersje i sabotaże w całej Europie, przejeżdżanie kijem po kratach wszędzie tam, gdzie można zasiać ferment, strach i rozpacz. A na użytek wewnętrzny rozpowiadana jest intensywnie bajka, że niebiescy patroni i ich doczesne szczątki przyjdą w sukurs zbrodniczej hałastrze, ubranej w rosyjskie mundury.

Peregrynacjom zamkniętych w specjalnych relikwiarzach fragmentów Dymitra od początku września towarzyszyła medialna wrzawa. Relikwie obwożono po Donbasie, odprawiano nabożeństwa, m.in. na Sawur Mohyle. I oto dziś od rana w mediach społecznościowych podawano sensacyjną wiadomość, że jeden z relikwiarzy zawierający cząstkę Dymitra podczas chaotycznej ewakuacji pod Łymanem, gdzie ukraińska armia przypuściła atak, został przez rosyjskich wojów zgubiony, a właściwie pozostawiony na polu walki. Temat podchwyciły ukraińskie media, wskazując na pomijane przez rosyjską propagandę okoliczności frontowe. Bo według kremlowskiej propagandy rosyjska armia jest stale w natarciu i co rusz zdobywa jakieś „babkosioło”. Tymczasem pod Łymanem musiała brać nogi za pas. Takich rzeczy nie można opowiadać ludności na dobranoc.

Wieczorem ze „świętym oburzem” na rozpowiadanie sensacji o stracie relikwiarza wystąpił przedstawiciel Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej (https://life.ru/p/v-rpts-oprovergli-soobscheniya-o-potere-moschey-dmitriya-donskogo-v-zone-svo): to nieprawdą jest i basta, takie plotki mają na celu dyskredytację Cerkwi. Ale poza słowami nic nie okazano. No i taki sobie ten cud wyszedł. A gubienie relikwii wchodzi do repertuaru rosyjskiej armii: pod koniec lipca donoszono o utracie (zgubieniu) relikwii Aleksandra Newskiego w Donbasie, które wieziono, aby odprawić nad nimi modły w pobliżu linii frontu.

Jak na ziemi nie bardzo z tym pokrzepieniem wychodzi, trzeba popatrzeć w niebo. Tak też uczynili dwaj znani prokremlowscy influencerzy i bajeranci: pisarz Aleksandr Prochanow (znany głównie z grafomańskich metafor o wielkiej Rosji koleżka Aleksandra Dugina) oraz szef klubu motocyklowego „Nocne Wilki” Aleksandr Załdostanow, pseudonim Chirurg. Na Wzgórzu Izborskim w obwodzie pskowskim urządzili wielkie igrzyska, które nazwali „chrzest Księżyca”. Według Prochanowa, „jak swego czasu była ochrzczona Ruś i Rosja stała się prawosławna, tak my postanowiliśmy ochrzcić Księżyc, aby stał się prawosławny i zjednoczył się z Rosją” (https://www.kp.ru/daily/277819/5308718/). No to pozamiatane. Ciekawe tylko, jak sobie poradzą wielcy kremlowscy chrzciciele ze spuścizną pana Twardowskiego.

Dziś przystąpiła do pracy Duma Państwowa IX kadencji. Oklaskiwano „wybranych” deputowanych w mundurach – uczestników specjalnej operacji wojskowej. Oklaskiwano też Putina, który wygłosił dyżurne zapewnienia, że parlament – i cała reszta organów państwowych – dołoży wszelkich starań, aby ludziom żyło się lepiej. Putin już tak dokłada starań od 26 lat, a efektów tego dokładania nie widać. Posłuszna kieszonkowa Duma przyjmie budżet czasów wojny, przewidujący obcięcie subsydiów na cele socjalne, edukację i opiekę zdrowotną, a zwiększenie nakładów na armię i uzbrojenie. Uwagę mediów przyciągnęły zmiany w stołówce Dumy. Jedna z żelaznych pozycji w menu – „kotlet po kijowsku” (cena 120 rubli) – zniknęła z jadłospisu. Pewnie tak nazwany wyrób stanąłby deputowanym w gardle na wspomnienie niepokornego miasta. Łudząco podobny kotlecik wszakże nadal jest dostępny, tyle że pod nazwą kotlet z masłem. I kosztuje 270 rubli. Nie życzę smacznego.

Specjalna operacja wyborcza

20 września 2026. Głosować czy nie głosować? To wybory czy nie? Czy to ma sens, skoro lista kandydatów jest skrojona według odgórnego wzoru, bez elementów niepewnych, które mogą sprawiać kłopoty? Ktoś kogoś zmusza? A może iść i zagłosować na kogokolwiek byle nie na Jedną Rosję, partię Putina? A może jednak iść i wszystkich skreślić, zostawić na karcie do głosowania antywojenne hasło? A może zbojkotować? Te i inne pytania krążą dziś po Rosji i po skupiskach Rosjan za granicą.

Ten niepokój i dyskusje są wodą na młyn dyktatora. Dyktator potrzebuje poklasku. I wysokiej frekwencji przy urnach. I wygranej (choćby i narysowanej przez fałszerzy z Centralnej Komisji Wyborczej) partii swoich faworytów – Jednej Rosji. Duma Państwowa IX kadencji ma składać się z najbardziej zaufanych parteigenossen, którzy zawsze zagłosują tak jak trzeba, z trybuny nie będą wzywać do zachowania rozsądku, zaniechania stosowania terroryzmu w polityce międzynarodowej itd. A przede wszystkim przyjmą każdy wojenny budżet, choćby wyciskający ostatnie poty z ludności i rzucający wszystko na potrzeby frontu. Bez dyskusji, bez zbędnych słów. I słów zabronionych, jak na przykład „pokój”.

Dyktatorzy lubią wybory: to miłe dekoracje w tle ich portretów. – Oto demokratyczny proces daje mi władzę – powiadają, – ludzie mnie popierają, mogę rządzić, wypełniając karty do głosowania, oni też umazali się tym samym we krwi, stali się współuczestnikami zbrodni wojennych. Chcą walczyć aż do zwycięstwa, mojego zwycięstwa, które jest legitymacją mojej władzy, władzy bezbrzeżnej.

To dlatego Putin nie rezygnuje z żenującego spektaklu, który nazywa wyborami. Najpierw staranny dobór kandydatów, potem dla spokoju wyeliminowanie tych, którzy wypowiadają słowo „pokój” (m.in. partii Jabłoko, która opowiadała się za jak najszybszym osiągnięciem pokoju, a przynajmniej zawieszeniem broni), stworzenie iluzji ogólnonarodowego poparcia dla polityki (wojny). Fanfary, niezadowolonych dodusić. I tyle.

Głosowanie trwało trzy dni. Można było oddać głos online, można było przyjść do komisji wyborczej i pobrać kartę do głosowania. Sam Putin zachęcał do głosowania elektronicznego. Służba prasowa nagrała i rozpowszechniła filmik rejestrujący ten doniosły moment. Putin siedzi przy biurku, z marsem na obliczu wpatruje się jak kret w monitor komputera, niepewnie klika myszką, jeszcze raz przypatruje się ekranowi (Putin uparcie nie nosi okularów, choć nie da się ukryć, że powinien), wreszcie z ulgą mówi (nie wiadomo, do kogo): „dziękuję” (https://www.youtube.com/shorts/ulIgcJiWGiw). Jak ćwierkają kremlowskie wróble, Putin nie korzysta z komputera, internetu, smartfona, AI ani innych współczesnych potworów, pozostaje wierny teczkom z raportami, dostarczanym przez odpowiednie służby. Dlaczego tym razem postanowił pokazać się od elektronicznej strony? Nie wiadomo. Może chciał uniknąć cyrku z pokazywaniem go, jak idzie do komisji wyborczej, pobiera kartę, zakreśla odpowiednią rubryczkę i wrzuca papier do urny? Choć kiedyś takie spektakle odgrywał. No ale w dzisiejszych czasach to jednak ryzyko, a poza tym – odpowiedzialna operacja Służby Ochrony Prezydenta.

Ukraina wprowadziła dziś rano (w trzecim, ostatnim dniu głosowania) dużo zamętu w scenariusz specjalnej operacji wyborczej, szczególnie w Moskwie i obwodzie moskiewskim. W nocy dokonała intensywnego ataku dronowego, po raz kolejny trafiona została wielka rafineria w Kapotni, gdzie wybuchł pożar, słup dymu widoczny był na pewno na Kremlu (od rafinerii dzieli siedzibę rosyjskich władz ok. 15 km), pożar wybuchł też w bloku, trafionym najprawdopodobniej przez drona. Kijów poinformował, że w stronę Moskwy wystrzelono również skrzydlate rakiety (https://meduza.io/feature/2026/09/20/krupneyshaya-ataka-ukrainy-na-moskvu-v-den-vyborov-v-gosdumu).

W środowiskach emigrantów za granicą doszło do zażartych dyskusji. Co czynić: iść na wybory czy nie iść? Część emigrantów dogadała się, choć przedtem toczyła spory – Julia Nawalna zawarła porozumienie z Maksimem Kacem, oboje opowiedzieli się za udziałem i głosowaniem na kogokolwiek, kto może przekroczyć 5-procentowy próg, byleby nie oddać głosu na przedstawiciela Jednej Rosji. Bo to ma niby zademonstrować antywojenną postawę. Gdyby do wyborów dopuszczono kogokolwiek spoza układu (startują tylko pomazańcy Kremla z systemowej opozycji), może miałoby to znaczenie i odniosło skutek. Naczelny „Nowej Gazety. Europa” Kiriłł Martynow skwitował ten pomysł Nawalnej i Kaca stwierdzeniem: „to tylko wybór pomiędzy gatunkami ekskrementów”. Inne skrzydło antyputinowskiej opozycji za granicą – członkowie Forum Wolnej Rosji (m.in. Garri Kasparow) apelowali do Rosjan za granicą, aby nie głosowali, bo głosowanie legitymizuje reżim (https://t.me/igoreidman/3168).
Głosowanie przeprowadzono na okupowanych terytoriach Ukrainy (co jest pogwałceniem prawa międzynarodowego i czyni „wybory” nielegalnymi). W mediach społecznościowych można było obejrzeć filmiki z mobilnego głosowania: do wioski przyjeżdża ekipa z komisji wyborczej z urną, ochraniają ją ludzie z bronią, mieszkańcy wioski przychodzą i głosują pod lufami automatów. Dosłownie (https://x.com/MarcoFattorini/status/2100312462218199363).

Wśród zachęt do odwiedzenia lokali wyborczych jest i loteria, ale biedniejsza niż poprzednio. W tym roku zostanie rozlosowanych jedenaście mieszkań i czternaście samochodów w sześciu regionach. Pięć lat temu, przy okazji poprzedniego głosowania w pięciu regionach głosujący mogli wygrać 26 mieszkań i 150 aut.

Właśnie podano wstępne rezultaty exit poll: Jedna Rosja na czele (49,4% według WCIOM), pozostałe partie systemowej opozycji daleko w tyle: komuniści – 14%, LDPR – 11%, Nowi Ludzie – 9,7%, Sprawiedliwa Rosja – 6,6%. Sami swoi. Do rana może coś komuś dodadzą, coś komuś odejmą, coś komuś dorysują, to bez znaczenia.

Specjalną operację wyborczą Kreml może uznać za udaną: głosowanie się odbyło, teraz władza może mówić o wielkim poparciu ludności dla specjalnej operacji wojskowej. Albo i wielkiej wojny.

Matrioszka znowu nadaje

14 września 2026. Przygotowania do wyborów do amerykańskiego Kongresu idą pełną parą. Przygotowuje się do nich także sieć rosyjskich botów o wdzięcznej nazwie „Matrioszka”. Jeżeli przedsięwzięcie zbudowane jest jak patronująca nazwie rosyjska laleczka, to jego rozmontowanie może być trudne.

Materiał o wzmożeniu aktywności rosyjskich botów „na kierunku” amerykańskich wyborów midterms, czyli połówkowych zamieścił portal „The Insider”. Głosowanie planowane jest na 3 listopada, wyłoniony zostanie nowy skład Izby Reprezentantów i jedna trzecia Senatu. Stawka tych wyborów jest wysoka – sondaże wskazują, że Republikanie mogą stracić w Kongresie większość, a to z kolei może osłabić pozycję prezydenta Trumpa (który się z tego powodu niepokoi i osobiście zaangażował się w kampanię wyborczą). Celem akcji rosyjskich botów jest podkopanie Demokratów i działanie na rzecz przekonania wyborców do oddania głosu na Republikanów (a więc pośrednio Trumpa).

„The Insider”, powołując się na grupę badaczy z projektu „Blokowanie botów”, zwrócił uwagę na pojawienie się kilkunastu rolek rozpowszechnianych w sieci, nawołujących do zaniechania poparcia dla kandydatów z ramienia Demokratów. Rolki powstały według jednego schematu: mają logotyp CNN (stacji uważanej powszechnie za prodemokratyczną) i przedstawiają apele znanych osób o niegłosowanie na „pedofili” i „przestępców” z Partii Demokratycznej. Wykorzystano w nich wizerunki m.in. Julii Roberts, Sary Jessiki Parker, Jeri Ryan, Lei Thompson, Eda Begleya juniora, Christophera Lloyda. Filmiki oznaczone są hashtagami #midterms2026 i #AllDemocratsAreCriminals. Lista rzekomych przestępstw opozycyjnych kandydatów jest długa: to nie tylko wykorzystywanie dzieci, ale także poparcie „reżimu Zełenskiego” (sic!), korupcja czy popularyzacja idei odżegnania się od rodziny i tradycyjnych wartości. W narracji powtarza się ten sam chwyt: wypowiadająca się osoba, dotychczas kojarzona z sympatiami dla Demokratów, „odkrywa” coś tak niepokojącego w postępowaniu polityków tej opcji, że nie może dłużej milczeć i zwraca się z gorącą odezwą o zweryfikowanie zamiaru zagłosowania na Demokratów.

Według projektu „Blokowanie botów”, rolki są wypuszczane do sieci przez „Matrioszkę”. Czym jest ta baba dziwo? To „rosyjska operacja polegająca na masowym rozpowszechnianiu fejków za pośrednictwem skoordynowanej infrastruktury botów, trolli i anonimowych platform. Ich zadaniem jest stworzenie sztucznego szumu informacyjnego i manipulowanie przekazem dotyczącym wydarzeń w Rosji i za granicą”. Dlaczego „Matrioszka”? Bo boty chowają się jeden za drugim, fejki rozpowszechniane są przez różne platformy, co utrudnia dotarcie do źródła. „The Insider” dalej wyjaśnia: „Mechanizm pracuje w dwóch kierunkach. Po pierwsze to stworzenie masy fejkowych profili, które podszywają się pod zwykłych ludzi, niezależne media i ośrodki analityczne. Profile te generują dziesiątki postów dziennie, kopiując/imitując lokalne zwyczaje językowe. Po drugie to jednoczesne opublikowanie jednakowych treści w mediach społecznościowych. Aby stworzyć wrażenie autentyczności, boty używają logotypów znanych zachodnich gazet i organizacji obrony praw człowieka” (https://theins.ru/news/297094).

Latem br. „Matrioszka” zaktywizowała się „na kierunku francuskim” – zaczęła ostrą kampanię skierowaną przeciwko kandydatowi na prezydenta Gabrielowi Attalowi, przypisując mu uzależnienie od narkotyków i przekręty na pomocy dla Ukrainy (https://theins.ru/news/295697). Wybory we Francji odbędą się wiosną 2027 r.; Kreml trzyma kciuki za Marine Le Pen, na innych pretendentów patrzy koso. I obrzydza ich za pośrednictwem „Matrioszki”.

Wróćmy jeszcze na amerykańskie podwórko. Dziś „ProPublica” (amerykańska organizacja non-profit, specjalizująca się w śledztwach dziennikarskich) zamieściła na swojej stronie sensacyjny materiał o pewnym gościu bawiącym się świetnie na weselu syna prezydenta USA, Donalda Trumpa juniora (https://www.propublica.org/article/donald-trump-jr-wedding-bankrolled-russian-oligarch-umar-kremlev-putin). Ślub odbył się wiosną na Bahamach, wesele trwało trzy dni, goście bawili się setnie na wynajętej wyspie. Część wydatków, jak pisze „ProPublica”, poniósł Umar Kriemlow (Kremlev).

Kim jest tajemniczy fundator małżeńskiego szczęścia Trumpa juniora? Kriemlow jest szefem IBA (International Boxing Association – https://www.iba.sport/). Jego nazwisko rodowe brzmi: Łutfułłojew. W 2010 r. ten pochodzący z Tadżykistanu 28-latek zwrócił się do rosyjskich władz z prośbą o nadanie nowego nazwiska i w ten sposób został Kriemlowem (nowe miano zapewne nie bez przyczyny kojarzy się z Kremlem). Łutfułłojew vel Kriemlow miał już wtedy na koncie dwa wyroki: za wymuszenia i pobicie. Nowe nazwisko – nowa karta w życiu, wyroki zatarto (https://www.proekt.media/guide/kremlev-rubezhnoy-fso/). Uprawiał boks, czemu zawdzięcza bliskie kontakty z funkcjonariuszami Federalnej Służby Ochrony, będącej „kryszą” dla klubów bokserskich. Jak pisze portal „Projekt”, Kriemlow zabiegał o wylansowanie w Rosji amerykańskiego boksera, Roya Jonesa juniora. Zorganizował spotkanie Jonesa z Putinem na okupowanym Krymie. Bokser poprosił wtedy o rosyjskie obywatelstwo, które dzięki wysokiej protekcji natychmiast otrzymał. Następnie Kriemlow związał się z klubem „Nocne Wilki” – proputinowską szajką motocyklistów, a właściwie harleyowców. Szef „Wilków”, Aleksandr Załdostanow, znany pod pseudonimem Chirurg, poznał Kriemlowa z Aleksiejem Rubieżnym (Rubieżnoj od 2016 roku jest wicedyrektorem Federalnej Służby Ochrony i szefem Służby Bezpieczeństwa Prezydenta). Ta znajomość to był dla Kriemlowa bilet wstępu na Olimp. Rubieżnoj pomógł nowemu przyjacielowi zająć wygodny fotel szefa IBA. Kriemlow-Rubieżnoj, jak twierdzą autorzy cytowanego raportu „Projektu” z 2024 roku, dostali od prezydenta placet na kręcenie lodów na boksie, loteriach i zakładach bukmacherskich. To bardzo słodkie lody, przynoszące krocie. Można się nie dziwić, że Kriemlowa stać na sfinansowanie wesela syna amerykańskiego prezydenta. A pytanie, czy Kriemlow z własnej i nieprzymuszonej woli wchodzi na otwarte na oścież salony amerykańskiej polityki i szasta forsą, pozostawiam otwarte.

Jak pisze „The Moscow Times”, „przedstawiciel Trumpa-juniora nazwał Kriemlowa osobistym przyjacielem syna prezydenta USA i nie podawał w wątpliwość tego, że Kriemlow opłacił wydatki związane z weselem. Według niego, Trump junior i Kriemlow poznali się przez wspólnego znajomego i zbliżyli się do siebie dzięki wspólnemu zainteresowaniu boksem […] We wrześniu 2025 roku syn prezydenta i Kriemlow wzięli udział w konferencji IBA w Stambule” (https://ru.themoscowtimes.com/2026/09/14/drug-nachalnika-ohrani-putina-okazalsya-uchastnikom-svadbi-sina-trampa-a206027).

Bolek i Lolek z wizytą w Moskwie

7 września 2026. Specjalni wysłannicy prezydenta USA, Witkoff i Kushner przylecieli do Moskwy. Z lotniska przejechali się na Kreml rosyjskimi samochodami rządowymi (a nie limuzyną amerykańskiej ambasady). Pogawędzili z Putinem, oblewając go wazeliną i obsypując pochlebstwami. Złego słowa o zbrodniach wojennych – same przyjemne pogaduszki. Udali się do Kijowa. Zełenski podziękował im za przyjazd: „Jesteście bardziej skuteczni niż Patrioty, dzięki wam mieszkańcy Kijowa mogą choć przez kilka nocy spać spokojnie”. Wyjechali. Czy ich misja przybliżyła pokój na Ukrainie?

Wizyta Stevena Witkoffa i Jareda Kushnera w Moskwie (a potem w Kijowie) była próbą odnowienia rozmów pokojowych, które kilka miesięcy temu utknęły w martwym punkcie. Moskwa przez ostatnie pół roku nie zmiękła, wręcz przeciwnie – wydaje się radykalizować. Przy każdej okazji powtarza swoje mantry o niezmiennych celach „specjalnej operacji wojskowej”. Zrobiła to także w rozmowach z Witkoffem-Kushnerem.

Putin wydaje się utwierdzać w przekonaniu, że ma istotną przewagę na froncie, a atakując infrastrukturę energetyczną Ukrainy, zimą doprowadzi wreszcie do katastrofy humanitarnej i złamie ducha walki w Ukraińcach.

Konstantin Eggert (politolog, komentator, od lat na emigracji) mówi: „Wojna jest dla Putina sensem życia, dlatego będzie dalej walczył. Uważa, że i tak ma więcej zasobów [niż Ukraina]. I liczy na to, że w najbliższym czasie rzuci ten kraj na kolana. Jest przekonany, że w 2027 roku nastąpi polityczny przełom, że Ukraina będzie znacząco tracić swoje siły. A to dla niego szansa. Jeszcze trochę wysiłku, jeszcze jeden rzut”. A jeśli chodzi o rozmowy z wysłannikami amerykańskiego prezydenta, to „dla Putina ważne jest dalsze imitowanie rozmowy o czymkolwiek. Przy czym główną osią tych rozmów cały czas jest jedno: przymuszenie Ukrainy do kapitulacji” (https://www.svoboda.org/a/voyna-do-zimy/33849151.html).

Kremlowskie media uznały pojawienie się amerykańskich wysłanników za dobry powód do szyderstw i podawania w wątpliwość sensowności misji. W jednym z telewizyjnych programów publicystycznych komentatorzy w studio nazwali Kushnera i Witkoffa „Bolkiem i Lolkiem”. Jeden z „ekspertów” uznał, że nie należy brać poważnie kogoś, kto nie jest dyplomatą i zajmuje się jakimiś biznesami. A drugi dodał, że „najlepszym rosyjskim dyplomatą jest rosyjski żołnierz”. I po herbacie (https://www.youtube.com/watch?v=Hvc5t_3Ud20&list=PLLWQyEN3YRo41QwWb7e8J5YjBX80WmGtG).

Rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow poskąpił szczegółów: „Nie znamy rezultatów rozmów Kushnera i Witkoffa w Kijowie. Nie wykluczamy, że dojdzie do rozmowy telefonicznej Putin-Trump. Nie wykluczamy, że format rozmów o uregulowaniu może być trójstronny: USA, Rosja, Ukraina. Za wcześnie, by mówić o terminach”.

Rzeczywiście, na razie niewiele wiadomo. Eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich w analizie napisali, co mogło być tematem rozmów w Moskwie: „Kreml nadal będzie grał na podziały między Białym Domem a Europą. Może on oferować Waszyngtonowi ograniczenie swojej współpracy z Iranem, w tym przekazywania danych wywiadowczych, w zamian za analogiczne kroki USA wobec Ukrainy. W Europie Rosja będzie intensyfikować kampanię tzw. ataków hybrydowych poniżej progu otwartej wojny wobec wybranych państw europejskich oraz realizować kampanie dezinformacyjne. Jednym z priorytetowych celów tych działań są Niemcy, gdzie odbywa się seria wyborów lokalnych i słabnie poparcie dla rządu federalnego. Zapowiedzią kontynuacji agresywnych rosyjskich działań wobec tego kraju był bezprecedensowy atak rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa na rząd Friedricha Merza. Ławrow stwierdził, że zamknięcie rosyjskich placówek (konsulatu i Domu Rosyjskiego) w RFN (w odpowiedzi na rosyjską próbę dokonania zamachu terrorystycznego na lotnisku w Lipsku) to „początek prawdziwej wojny” i porównał niemiecką politykę do tej prowadzonej przez nazistowskie Niemcy przed atakiem na ZSRR w czerwcu 1941 r.” (https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2026-09-07/witkoff-i-kushner-w-moskwie-oraz-kijowie-bialy-dom-wznawia).

Minister Ławrow na spotkaniu ze studentami i kadrą MGIMO (z którego pochodzi powyższy cytat o Niemczech) oznajmił, że normalnych stosunków Rosji z Zachodem nie będzie co najmniej za życia obecnych pokoleń. „Nigdy nie mów nigdy, ale moim zdaniem tak właśnie będzie. Nie będzie zaufania do Zachodu, który nas okłamywał i nadal okłamuje” (https://ru.themoscowtimes.com/2026/09/07/mi-seichas-na-edinstvenno-pravilnom-puti-lavrov-zayavil-studentam-chto-pri-ih-zhizni-normalnih-otnoshenii-s-zapadom-u-rossii-ne-budet-a205478). No i masz, Rosja prawdomówna i szlachetna, a Zachód nie dość, że zgniły, to jeszcze kłamliwy. Za ciekawe podsumowanie filipik Ławrowa w MGIMO może posłużyć dzisiejsza publikacja Fundacji Walki z Korupcją. Dawni współpracownicy Aleksieja Nawalnego działają na emigracji i przekopują zasoby internetowe w poszukiwaniu informacji o ukrytych majętnościach rosyjskiej elity politycznej na znienawidzonym Zachodzie. Przygotowali publikację o „osobach bliskich” ministra Ławrowa. Swietłana Polakowa i jej córka Polina Kowalowa otrzymały po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę paszporty Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Polakowa, jak twierdzi portal Ważnyje Istorii, jest „ukochaną” Ławrowa, a Kowalowa – jej córką (https://meduza.io/news/2026/09/07/fbk-blizkie-sergeya-lavrova-poluchili-pasporta-oae-posle-nachala-voyny). Same tradycyjne wartości putinizmu.